Magazyn dla rodziców

Przygotuj dziecko do pierwszej klasy. Skorzystaj z portalu z grami i zabawami edukacyjnymi przygotowanymi przez ekspertów

Co wiesz o swoich uczuciach?

Uczucia mają ogromną władzę – zmieniają rytm serca, podnoszą lub obniżają ciśnienie i temperaturę ciała, sprawiają, że mamy siłę lub nam jej brak. Są takie, które zbliżają i łączą, i takie, które niszczą. Co sprawia, że jedni dobrze sobie z nimi radzą, a inni wciąż się gubią?

W gronie najbliższych uczucia mają ogromne znaczenie. Decydują o jakości życia rodzinnego, o poziomie zadowolenia członków rodziny. To uczuciowa więź jest podstawą skuteczności wychowawczej. O ludziach, których reakcje emocjonalne mają korzystny wpływ na ich życie i zdrowie, i na życie i zdrowie ich bliskich, mówimy, że są obdarzeni inteligencją emocjonalną.

Umiejętność rozpoznawania i nazywania uczuć
Pytani o to, jak się czujemy, odpowiadamy: „Dobrze”, „Fajnie” lub „Kiepsko”, „Źle”, „Jestem zdenerwowany”. Nie jest jednak wcale jasne, co się kryje za tymi określeniami. Czy np. słowo „dobrze” oznacza zadowolenie, czy raczej spokój lub radość, a słowo „zdenerwowany” określa niepokój, czy może złość lub obawę? Przyjrzyjmy się bliżej „zdenerwowaniu”. Zapewne napięcie mięśni, spocone dłonie i przyśpieszone tętno zwiastują zagrożenie (obawa), możliwość utraty czegoś ważnego (złość) lub podjęcie trudnej decyzji (niepokój). Jeżeli wiemy, jak odczytać swój stan, zyskujemy ważne źródło informacji. W przeciwnym wypadku odczuwane objawy możemy zinterpretować zupełnie opacznie, co może mieć wpływ na dalsze postępowanie i np. rozładujemy napięcie, krzycząc na dziecko.

Samo wyuczenie się wielu określeń, w które język polski jest bogaty, i które subtelnie oddają niuanse przeżyć emocjonalnych (np. w parach: tęsknota – nostalgia, zazdrość – zawiść, zadowolenie – satysfakcja) to zbyt mało, by znalazły one zastosowanie w codziennym życiu. Trzeba jeszcze umieć dopasować je do tego, co się aktualnie czuje. Jest to trudne, gdyż nie podlega weryfikacji z zewnątrz. Przeżywanie emocji jest subiektywne, wewnętrzne. W tym wewnętrznym „sam na sam z emocją” korzystamy zwykle z doświadczeń wczesnego dzieciństwa. To w domu rodzinnym uczymy się przeżywania, wyrażania i nazywania uczuć.

Rozpoznawanie uczuć pomaga właściwie reagować.

Akceptowanie uczuć i oddzielanie ich od zachowania
Jedne uczucia przeżywamy jako przyjemne, inne jako nieprzyjemne. Oczywiście wolelibyśmy przeżywać te przyjemne. Niektórych uczuć nie lubimy w sposób szczególny – nie zgadzamy się na nie, nie akceptujemy ich.

Trudności w zaakceptowaniu odczuwanych emocji wynikają z przekonania o podziale uczuć na dobre i złe. Poglądy typu: „Wszystkich należy kochać”, „Uczucie gniewu jest grzeszne”, „Złość i strach są uczuciami ludzi słabych”, „Niektóre uczucia są niemoralne”, są przyczyną niewłaściwego, niezdrowego (w sensie dosłownym) traktowania siebie i innych.

Jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, że ogarnia nas złość i nie chcemy się złościć, bo uważamy złość za ohydne i poniżające uczucie – to sama chęć niczego nie zmieni.

Emocja jest procesem niezależnym od woli i świadomości.
Zdroworozsądkowe podejście do tego, czego nie można zmienić, to akceptacja.

Skąd zatem bierze się dzielenie uczuć na złe i dobre? Przyczyną jest występujące w naszej świadomości powiązanie emocji z wywołanym przez nie zachowaniem. Kiedy małe dziecko tupie ze złością, słyszy od dorosłego karcące polecenie: „Przestań się złościć!”. W umyśle malca to polecenie zostaje zapisane dosłownie i oznacza zakaz odczuwania złości. Gdy dorośnie, może nadal „słyszeć” ten zakaz w swojej świadomości i nie akceptować odczuwanej złości. Człowiek nieakceptujący przeżywanych uczuć często nosi w sobie poczucie winy, niezadowolenie z siebie albo po prostu zaprzecza odczuwanym emocjom: „Ja się nigdy nie złoszczę”.

Nie ma uczuć złych i dobrych, są uczucia przyjemne i nieprzyjemne.

Kiedy zatem dziecko tupie ze złością, zamiast: „Przestań się złościć!”, mogłoby usłyszeć: „Przestań tupać!”. Wtedy zakaz dotyczyłby konkretnego zachowania, a nie uczucia.

Obserwacja zachowań ludzi wskazuje na to, że pewne elementy reakcji emocjonalnej są powszechne, a inne tak zmienne, że często nieprzewidywalne. Każdemu, kto przeżywa gniew, podnosi się ciśnienie, przyśpiesza tętno, marszczą się brwi, ale zachowanie zagniewanych może być krańcowo różne – od pełnego napięcia milczenia aż po bicie. Sposób wyrażania uczuć nie jest również przypisany jednostce, ponieważ ten sam człowiek okazuje uczucia w różny sposób, w zależności od sytuacji.

Warunkiem zaakceptowania uczuć jest oddzielenie ich od zachowania.
Wszystkie uczucia są dobre – niedobre są tylko niektóre zachowania.

Kontrolowanie sposobów wyrażania emocji
W powszechnym rozumieniu kontrolowanie emocji oznacza najczęściej ukrywanie tego, co czujemy. Takie określenia jak: „stłumić gniew”, „nie okazywać złości”, „ukryć pogardę”, „opanować strach” oznaczają powstrzymanie się od zachowania wyrażającego dane uczucie. Do takiego wyhamowania reakcji motywują oczekiwania i konsekwencje społeczne. Przeciwnicy powstrzymywania reakcji emocjonalnej twierdzą, że jest to „niezdrowe”, ponieważ powoduje wzrost napięcia i przedłużenie pobudzenia. Są dowody na to, że tak jest w rzeczywistości. Z drugiej strony, nieskrępowane okazywanie uczuć naraża nas często na bardzo przykre następstwa – skrzywdzenie kogoś, zerwanie więzi, odrzucenie przez innych.

Możliwości kontrolowania uczuć są ograniczone. W przypadku intensywnie przeżywanych emocji może się to nawet okazać niemożliwe. Zdarzają się bowiem takie sytuacje, w których byłoby to wręcz szkodliwe. Gdybyśmy np. widząc pędzące auto, rozpoczęli analizę swojego strachu i zastanawiali się, czego on dotyczy i co należy zrobić, niechybnie zginęlibyśmy pod kołami samochodu. Zadanie, które można sobie postawić, to taki stopień kontroli reakcji emocjonalnej, który daje jak największe i zrównoważone korzyści nam i naszym bliskim.

Celem kontrolowania uczuć jest równowaga między uczuciem a rozsądkiem,
a nie stłumienie emocji – każde uczucie ma znaczenie i swoją wartość.

 

Ewa Krupińska

Warto przeczytać: „Inteligencja emocjonalna”, Daniel Goleman, Poznań 1997.

 
  Brak komentarzy


Polecamy