Magazyn dla rodziców

Przygotuj dziecko do pierwszej klasy. Skorzystaj z portalu z grami i zabawami edukacyjnymi przygotowanymi przez ekspertów

Wymarzona wnunia

  • tagi:
– Majeczko, trzymaj się mocno! – mówi Janina i siada na ławce, bo chociaż wciąż jest w niezłej formie, to po dwóch godzinach spaceru rozbolały ją nogi.
Majeczka może huśtać się godzinami. Śmieje się w głos i jest przeszczęśliwa.
– Ale słodka ta pani wnunia – mówi starsza kobieta, która też przychodzi na osiedlowy plac zabaw, ale nie po to, żeby zajmować się dzieckiem, tylko żeby poczytać gazetę.
– No tak, tak... słodzinka.
– Zazdroszczę. Mój jedyny wnuk ma dwadzieścia lat. Ostatnio dzwonił na Boże Narodzenie – wzdycha kobieta i wraca do lektury artykułu o homeopatii.
Janina uśmiecha się ledwie widocznym uśmiechem.
Bardzo lubi, kiedy ludzie nazywają Majeczkę jej wnuczką. Nigdy nie zaprzecza.

Pół roku wcześniej siedziała na tej ławce i czytała jedną z wielu książek, które zawsze chciała przeczytać, ale nie miała czasu, więc lądowały na półce „oddaj się lekturze na emeryturze”.
Coraz częściej marzyła o tym fantastycznym dniu, kiedy wreszcie będzie mogła przestać martwić się robotą, zacznie się wysypiać i będzie miała czas dla siebie.

Kiedy wreszcie nadszedł, zaczęła zdejmować książki z półki jedna po drugiej, chodziła do kina na przedpołudniowe seanse i bawiła się w kulinarne eksperymenty. Oceniały je później
w gronie koleżanek, które, tak jak ona, nie zdążyły jeszcze przyzwyczaić się do dziwnie brzmiącego miana emerytek.

Jednak w pewnym momencie wymyślanie sobie zajęć zaczęło ją nużyć. Coś było nie tak.
Pierwszy raz w życiu czuła się niepotrzebna.

Córka z zięciem namawiali ją, żeby przeniosła się do nich pod Londyn i nawet pojechała tam
na trzy tygodnie, ale kompletnie nie potrafiła się odnaleźć. Pracowali całymi dniami, a ona siedziała w domu zupełnie sama. Nie mówiła zbyt dobrze po angielsku, Londyn był ogromny
i hałaśliwy, wszystko wydawało jej się obce.

Po powrocie znów przychodziła na plac zabaw, żeby poczytać. Z zazdrością popatrywała na babcie i dziadków zajmujących się wnukami. Marzyła o zostaniu babcią, ale córka
i zięć od początku byli zgodni co do tego, że nie chcą mieć dzieci i nie wyglądało na to, żeby nagle mieli zmienić zdanie.

Któregoś dnia właśnie zamierzała pójść do domu, kiedy usłyszała płacz. Bardzo szczupła, może dwudziestoletnia kobieta stała w uchylonych drzwiach prowadzących na klatkę schodową. Nie mogła poradzić sobie z wózkiem, płaczącym dzieckiem i dwiema siatkami pełnymi zakupów. Janina podbiegła i przytrzymała drzwi. Kiedy już udało im się umieścić wózek na półpiętrze, zapytała, czy będą sąsiadkami. W odpowiedzi usłyszała niewyraźne: „tak jakby”, ale kobieta nie przedstawiła się, a jej podkrążone z niewyspania oczy mówiły, że najlepiej będzie, jeśli wszyscy zostawią ją w spokoju.

Odtąd widywały się niemal codziennie – w sklepie albo pod blokiem. Janina  uśmiechała się
do dziewczynki siedzącej w wózku, ale poza zdawkowym „dzień dobry” nie zamieniły z jej matką nawet kilku słów.

Którejś nocy obudził ją krzyk na klatce schodowej. Narzuciła kurtkę na piżamę, ostrożnie uchyliła drzwi i wyjrzała przez barierkę. Młody mężczyzna, najwyraźniej pijany, przeklinał
i kopał w drzwi. Janina szybko wróciła do mieszkania i wezwała policję.

Następnego dnia zeszła na dół, żeby zapytać, czy wszystko w porządku.
– Przyniosłam coś słodkiego na spróbowanie – powiedziała, wręczając kobiecie talerzyk
z ciastkami.
– To pani wezwała policję?
Janina kiwnęła głową.
– Proszę wejść.
Po śmierci sąsiada mieszkanie długo stało puste. Wciąż wypełniały je jego przykurzone meble.
– Iwona – dziewczyna podała jej rękę, ale zaraz krzyknęła: „Majeczko, co ty robisz?!” i pobiegła do kuchni.
Kiedy dziewczynka wreszcie zajęła się zabawą, postawiła na stole talerzyki i filiżanki z herbatą.
– Moja koleżanka odziedziczyła to mieszkanie, ale jeszcze nie zdążyła zrobić remontu, więc wynajmuje mi za pół darmo. Dopóki nie znajdę jakiejś pracy. Najlepiej takiej, którą można wykonywać w domu, bo nie mam co zrobić z dzieckiem – westchnęła.
– Rodzice ci nie pomogą?
– Nie. Wściekli się, że rzuciłam studia i że... no wie pani, że z kimś takim...
– Nie jesteście już razem?
– Nie.
Janina zaproponowała, że chętnie zajmie się Majeczką przez kilka godzin, żeby Iwona mogła spokojnie przejrzeć ogłoszenia i załatwić coś w mieście. Widziała, z jaką ulgą kobieta przyjęła propozycję.

Od tego czasu są właściwie nierozłączne.
– Majeczko, chodź, idziemy na podwieczorek – mówi Janina i wstaje z ławki.
– Hop! – krzyczy rozradowana Majeczka i wiesza jej się na szyi.
– O, popatrz, kto do nas idzie!
– Mamusia!
– Uśmiecha się, to może dostała tę pracę, co? Do widzenia pani!
– Do widzenia! – kobieta odkłada gazetę i odprowadza je wzrokiem, kiedy tanecznym krokiem mijają piaskownicę i starannie zamykają za sobą niską, metalową furtkę.

Katarzyna Sowula
 

Polecamy