Magazyn dla rodziców

Szukasz wartościowych gier i zabaw edukacyjnych w internecie? Skorzystaj z portalu Balon Blum, który pomoże Twojemu dziecku przygotować się do nauki w szkole

Lody, draże, żujki… Nie kupujcie opakowań!

Kolorowe sposoby na klienta


Kiedy jesteśmy na zakupach, obdarzamy producentów żywności bezgranicznym wprost zaufaniem. Z badań wynika, że tylko co piąty z nas czyta skład kupowanych produktów. Zaczęłam obserwować ludzi w sklepach i mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej. Jeśli już ktoś sprawdza coś na opakowaniu, to jest to data ważności. Jeśli wy robicie inaczej, pewnie chodzimy do innych sklepów.

Producenci piszą wielkimi literami na opakowaniu to, co powinno nas najmniej obchodzić. To jest jak tytuł w gazecie – ma przyciągnąć uwagę i nakłonić do zakupu. Dalsza lektura może jednak bardzo rozczarować. Lody, draże, żujki… To, że nazwa danego produktu sugeruje jego przeznaczenie dla dzieci, niekoniecznie oznacza wysoką jakość jego składników i bezpieczeństwo. Jako rodzice musimy świadomie wybierać z bardzo szerokiej oferty i starać się nie ulec magii barwnych opakowań. Niestety, w koszykach zbyt często pojawiają się jogurty z kolorowymi drażetkami, ciasteczka w kształcie misiów, cukierki pełne sztucznych witamin czy „kapiące” od cukru płatki śniadaniowe z bardzo sympatyczną buźką na torebce. Widziałam też wędliny z wizerunkami ulubionych bohaterów kreskówek… A co jest w środku? Czy zastanawialiście się na przykład, skąd się biorą takie piękne barwy cukierków lub jaki wpływ na zdrowie mają tłuszcze nasycone w herbatniczkach? Czy napis informujący „zawiera wapń” informuje także o przyswajalności tego składnika? Przeczytajcie, ile cukru zawierają fikuśne płatki śniadaniowe i zastanówcie się, czy wsypalibyście tyle łyżeczek cukru do talerza waszego dziecka. Zacznijcie więc, czasami żmudną, lekturę tego, co napisane małym drukiem i poszerzajcie swoją wiedzę, żeby czytać ze zrozumieniem.

Jak czytać informacje na opakowaniach produktów spożywczych


  1. Po pierwsze musimy przestać zwracać uwagę na „pismo obrazkowe”. Nie kupujmy produktów tylko dlatego, że na etykiecie jest zdjęcie uśmiechniętej matki trzymającej w ramionach uśmiechnięte dziecko. Nie zwracajmy uwagi na zdjęcie czerwoniutkich truskawek – zazwyczaj im piękniejsze zdjęcie tym mniej owoców w środku. Nie dajmy się naciągać na produkty z obrazkami z kreskówek tylko dlatego, że dziecku podoba się rysunek. Jeżeli mądrze wytłumaczycie, dlaczego nie jest fajnie jeść byle jakie jedzenie, możecie przecież świetnie bawić się w tropicieli zdrowej żywności!
  2. Czytajmy informacje, starając się rozumieć je dosłownie. Jeżeli jest napisane: „o smaku malinowym”, nie spodziewajmy się w środku malin, lecz aromatu malinowego. Jeżeli producent pisze: „zawiera mleko”, nie wyobrażajmy sobie świeżego mleka pełnego witamin i wapnia, ale biały proszek o dużej zawartości tłuszczu i cukru mlekowego. Jeżeli jest informacja: „nie zawiera cukru”, to zazwyczaj chodzi tylko o sacharozę, której nazwa handlowa to cukier. Nie oznacza to, że dany produkt nie zawiera fruktozy i innych cukrów.
  3. Sprawdzając datę przydatności do spożycia, poszukajmy też daty produkcji. Zazwyczaj produkty o bardzo długim terminie ważności są bardziej przetworzone (to znaczy pozbawione wielu wartościowych składników) i muszą zawierać więcej konserwantów.
  4. Czytajmy, gdzie dany produkt powstał i starajmy się wybierać te, które pochodzą z najbliższej okolicy lub przynajmniej z Polski. Wbrew obiegowym opiniom nasze produkty rolnicze zawierają stosunkowo mało chemicznych zanieczyszczeń. Nasze gleby i woda są wciąż jeszcze najmniej skażone w Europie.
  5. Czytając skład produktu, wybierajmy ten o najmniejszej liczbie składników. Na przykład jogurt powinien mieć w składzie mleko i kultury bakterii. Wszystko to, co zawiera ponadto, jest zbędną chemią (szczególnie produkty typu „light” zawierają dużo zagęstników i zapychaczy, by zrekompensować zabrany tłuszcz). Długa lista pełna dziwnych nazw nie wróży nic zdrowego.
  6. Czytając na etykiecie informację o tym, że dany produkt otrzymał pozytywną ocenę jakiegoś instytutu czy ministerstwa, pamiętajmy, że dwója to też ocena pozytywna. Najczęściej takie opinie oznaczają po prostu tyle, że dany produkt jest dopuszczony do spożycia .
  7. Sprawdzajmy kaloryczność produktów (nadwaga dotyczy już 30% polskich dzieci i, niestety, nie mija z wiekiem).
  8. Przy zakupie nie kierujcie się przymiotnikami typu: „wiejski”, „babuni”, „tradycyjny”. Mają za zadanie wywołać dobre skojarzenia i osłabić naszą czujność, nie muszą nic znaczyć.

Wartościowe dla dziecka


Przede wszystkim, aby zdrowo rosnąć, nie chorować teraz i być w przyszłości zdrowym dorosłym, dziecko potrzebuje jedzenia w naprawdę dobrym gatunku. Jeżeli dzienna dawka kalorii dla kilkulatka wynosi około 1500-1700 kcal, to w tym jedzeniu musi być pełnowartościowe białko, tłuszcze, węglowodany oraz witaminy i składniki mineralne. Szukajmy więc jedzenia, które będzie to wszystko zawierało. Aby tak było, najlepiej, gdy jest to żywność świeża, a nie poddana przetworzeniu i „wzbogacona'” zbędną chemią. Na przykład kolba kukurydzy zawiera mnóstwo witamin, makro- i mikroelementów, ale jeżeli zostanie przerobiona na płatki kukurydziane, w procesie podgrzewania i suszenia traci większość z nich. Producent często zastępuje je sztucznymi witaminami. Niestety, większość sztucznych składników nie jest przez organizm tak dobrze wchłaniana jak naturalne. Dlatego też nie jest tym samym wypicie szklanki mleka i zjedzenie batonika z napisem „zawiera wapń”, bo ten wapń z batonika nie zostanie wykorzystany do budowy zębów i kości, a poza tym jest w pakiecie ze sporą dawką cukru.

Dlaczego nie należy dawać dzieciom cukru? Bo to składnik zupełnie „pusty” żywieniowo, nie dostarczający nic, poza kaloriami. Dodatkowym minusem cukierków i wielu innych słodyczy, są barwniki używane masowo do ich produkcji i kwasy np. kwas cytrynowy, który choć nie jest szkodliwy, przy codziennym spożyciu może uszkodzić szkliwo zębów. Jeżeli wasze dziecko lubi słodycze, kupcie mu dobrą czekoladę (powyżej 75% masy kakaowej). Kakao zawiera dużo potasu, magnezu, cynk i przeciwutleniacze, czyli, mówiąc krótko, jest zdrowe. Należy też wspomnieć o napojach uwielbianych przez dzieci, a składających się z barwników, cukru i konserwantów. Dodatkowo napoje typu cola zawierają często tyle kofeiny, co filiżanka kawy. Proszę pamiętać – to wy, rodzice, kształtujecie nawyki żywieniowe dzieci na całe życie. Uczcie więc je pić wody mineralne i naturalne soki. Na zdrowie.

Ważnym budulcem dla organizmu jest białko. Zawierają je rożne produkty, ale najczęściej spożywane jest białko zwierzęce. Kupując wędliny, zwracajmy uwagę, czy w składzie jest prawdziwe mięso czy tylko ścięgna, pazurki i tym podobne smakowitości wymieszane z soją i tłuszczem. Szczególnie uważnie sprawdzajcie skład parówek, kiełbasek i pasztetów. Wiele wędlin zawiera substancje konserwujące i zwiększające objętość, głównie związki azotu i fosforu. Zdrowsze są wędliny „szare” typu szynka lub schab pieczony, bo nie zawierają tylu konserwantów. Kupując mielone mięso paczkowane, czytajcie, co zawiera – często jest tam tylko 60% mięsa, a reszta to właśnie ścięgna, soja, woda i konserwanty. Można też przejść na wegetarianizm i spożywać wartościowe białko pochodzące z soczewicy, cieciorki i innych roślin.

Niemal codziennie jemy pieczywo. Moja babcia mawiała, że najzdrowsze są bułeczki. Tak, ale grahamki. Aby dostarczyć organizmowi wartościowych węglowodanów, używajmy pieczywa pełnoziarnistego, razowego i typu graham. Biała mąka jest tak przetworzona, że nie zawiera prawie nic poza kaloriami. I pamiętajmy, że chleb ma się składać z mąki, wody i drożdży (lub zakwasu). Długa lista składników to niepotrzebna chemia, która nie służy zdrowiu, ale przedłużeniu ważności produktu. Nie kupujmy dzieciom słodkich drożdżówek i francuskich rogalików. Ich skład to biała mąka, cukier i jakiś tani, niezdrowy tłuszcz. Nic dobrego.

Czym posmarować chleb? Najlepiej nie smarować, bo tłuszczu jemy i tak za dużo. Ale jeżeli smarujemy, to dla dzieci powyżej 3 roku życia zaleca się margaryny roślinne nie zawierające w składzie tłuszczy trans. Tłuszcze trans są odpowiedzialne za zapychanie tętnic, a zatem powodują miażdżycę (nawet u małych dzieci) i choroby układu krążenia. Tłuszcze te znajdziemy w większości kupowanych ciast, ciasteczek, w nadziewanych cukierkach i czekoladach. Nawet mrożone warzywa „na patelnię” są często nasączone „złymi” tłuszczami. Są na nich smażone fastfoodowe frytki i chipsy. Niestety, nie ma u nas obowiązku znakowania żywności zawierającej tłuszcze trans, a ponieważ są najtańsze, producenci używają ich masowo.

A jakie tłuszcze są najzdrowsze ? Oczywiście tłuszcze omega-3 i omega 6. Zawierają je ryby morskie, orzechy, awokado, siemię lniane, oleje roślinne. Awokado może z powodzeniem zastąpić masło, a poza dobrymi tłuszczami zawiera wiele wartościowych składników. Orzechy mogą natomiast zastąpić niezdrowe chipsy. Jeżeli smażymy, to na oleju rzepakowym, z pestek winogron lub na oliwie z oliwek. Pozostałe oleje, np. słonecznikowy i sojowy stosujemy tylko na zimno, do sałatek .

Uczmy też dzieci jedzenia owoców i warzyw. Przygotowanie prostej sałatki może być świetną zabawą. Sięgajmy po najprostsze składniki. Bardzo zdrowe są buraki – nie wchłaniają szkodliwych substancji z gleby i nawozów. Seler ma właściwości porównywalne z żeń-szeniem. Wszystkie warzywa w kolorze zielonym są bogate w bezcenny kwas foliowy, którego nam wszystkim brakuje. Wybierając w sklepie warzywa, sięgajmy po te średniej wielkości. Najbardziej dorodne mają zazwyczaj w sobie najwięcej związków azotowych ze sztucznych nawozów. Owoce najlepiej jeść zgodnie z porami roku, korzystając z tych sezonowych, najbogatszych w składniki pokarmowe. Zimą pozostają cytrusy i mrożonki. Nie jest dobrze jeść np. jabłka na wiosnę, bo żeby przetrwały tak długo, muszą być pokryte warstwą konserwantów, a zawarte w nich witaminy dawno uległy utlenieniu. Nie zastępujmy owoców w diecie dziecka cukierkami owocowymi, choćby producent zapewniał nas o zawartych w nich witaminach i sokach owocowych. To tylko reklama.

Eeee… lepiej nie!


Generalnie można powiedzieć, że dzieci powinny jeść jak najmniej żywności wysokoprzetworzonej (dorośli zresztą też). Jest ona pozbawiona naturalnych składników odżywczych, zawiera natomiast dużo dodatkowych substancji: spulchniaczy, stabilizatorów, emulgatorów, barwników, konserwantów, a nawet antybiotyków (np. E-234 wykorzystywane do produkcji serów topionych).

Część z tych składników jest uznawana za bezpieczne. Jednak w wielu przypadkach nie ma wystarczających badań lub nie jesteśmy w stanie przewidzieć długofalowego wpływu tych substancji na organizm człowieka. Mimo dopuszczenia do spożycia, wiele tych E-ileś, powoduje niekorzystne skutki uboczne.

Większość barwników, szczególnie czerwonych, wywołuje lub nasila reakcje alergiczne. A niemal wszystkie słodycze i jogurty owocowe zawierają takie barwniki.

Bardzo długa jest lista dodatków, które, choć same są nieszkodliwe, upośledzają wchłanianie substancji mineralnych, wapnia, magnezu, żelaza oraz niektórych witamin. Natomiast obecne w wielu słodyczach emulgatory ułatwiają wchłanianie toksyn rozpuszczonych w tłuszczach.

Dwutlenek siarki (E 220) dodawany do suszonych owoców i wyrobów ziemniaczanych nasila astmę, powoduje ubytki witaminy B1, bóle głowy. Niebezpieczne dla dzieci są także niemal wszystkie sztuczne substancje słodzące, bo mogą powodować biegunki.

Można by długo wymieniać, bo długa jest lista szkodliwych dla zdrowia substancji (można ją znaleźć, wraz z krótkimi opisami, na stronie Federacji Konsumentów). Najlepiej po prostu unikać kupowania dzieciom tych wszystkich produktów, które mają długą listę E-składników na opakowaniu. Cenna jest też rada znanego działacza ruchu konsumentów i autora jedzeniowych bestsellerów, Michaela Pollana: – Nie kupuj tego, czego nie mógłbyś znaleźć w spiżarni twojej babci.

Urszula Zaborowska

 

Polecamy