Magazyn dla rodziców

Nie wiesz, czy posłać dziecko do szkoły? Zrób test dojrzałości szkolnej i sprawdź

Wiosna w kolorze kurczaków

Było to bardzo dawno temu, miałam wtedy siedem lat.

Moja ciocia zamieszkała na wsi i za radą sąsiadek, z których każda trzymała w obejściu parę kur, postanowiła też po raz pierwszy w życiu spróbować ...

Przyjechała zatem do naszego miasta , w którym – całkiem niedaleko naszego domu -znajdowała się Wylęgarnia Kurcząt. Zjeżdżali do niej rolnicy z całej okolicy i kupowali malutkie, żółciutkie pisklaki, z których potem wyrastały duże, dorodne kury. Ciocia była bardzo poruszona. Nigdy jeszcze nie kupowała piskląt, a tym bardziej ich nie hodowała, ale perspektywa świeżutkich jaj na śniadanie od „własnej kury” dodawała jej odwagi.

Idąc do Wylęgarni, poprosiła mnie, abym poszła z nią. Zawsze to raźniej iść z kimś. Kiedy weszłyśmy do wielkiego pomieszczenia, zobaczyłam w boksach dziesiątki ruchliwych żółciutkich kulek. Przeskakiwały przez siebie, biegały tam i z powrotem i popiskiwały uradowane, że wreszcie wydostały się z ciasnego jajka na otwartą przestrzeń.

Zachwyciłam się tym widokiem. Ciocia wybrała dziesięć żółtych kulek dla siebie i dziesięć dla sąsiadki i zaraz potem poszła na pociąg, aby jak najszybciej dowieźć je do domu...

Była wiosna, słonko coraz mocniej świeciło, wydawało się wręcz, że mruga porozumiewawczo do każdego, kto spojrzał w jego rozjaśnioną tarczę – teraz to ja wam przygrzeję! Na rabatce koło mojego domu pojawiły sie nieśmiałe fiołki zalotnie wystawiające swoje fioletowe główki, trawa zieleniła się z radości, że zimny śnieg rozpuścił się jak oranżada w proszku.

Mnie jednak nie opuszczała myśl o żółciutkich kurczaczkach! Tak bardzo chciałabym choć jednego wziąć do ręki, przytulić do policzka, poczuć ten milutki żółty puszek, popatrzeć w te malutkie oczka, usłyszeć cieniutkie popiskiwanie...

I oto pewnego ranka, kiedy wróciłam wcześniej ze szkoły, wpadłam na szalony pomysł ! Przeliczyłam szybko kieszonkowe, poszukałam koszyczka, z którym co roku chodziliśmy ze święconką, wyłożyłam go kołderką z łóżka lalki i pobiegłam do Wylęgarni! Pani sprzedająca kurczaki myślała, że przyszłam z kimś, ale szybko sprowadziłam ją na ziemię! Robiąc minę niewiniątka, powołałam się na to, że byłam tu z ciocią kilkanaście dni temu, że ciocia postanowiła dokupić jeszcze dwa kurczaki i wysłała mnie, bo sama nie ma czasu, jest w domu i pomaga w czymś mamie. Pani popatrzyła na mnie trochę niedowierzająco, ale przecież różne się rzeczy w życiu zdarzają. W końcu dwa kurczaki to aż nic takiego! „Dobrze, powiedziała, wybierz sobie zatem dziewczynko dwa, kosztują tyle a tyle”. Podałam pani pieniądze i stanęłam nad boksem pełnym kurczaczków ! Wszystkie były śliczne, żółciutkie, ruchliwe. Stałam i patrzyłam na nie, aż podeszła pani i sama wybrała mi dwa, wsadziła do koszyczka i poradziła dobrze ich pilnować, aby po drodze nie wypadły...

Co powiedzieli rodzice kiedy wrócili z pracy , a po stole paradowały żółciutkie kulki? Tego już nie pamiętam, w każdym razie na trzy tygodnie nasz pokój zamienił się w kurnik i wszystko było podporządkowane kurczaczkom. Po tym czasie zaczęły im rosnąć piórka, żółty puszek zaczął znikać – widać było, że potrzebują już innej przestrzeni…

Odwiozłyśmy je z mamą do cioci, która nie mogła się nadziwić mojej przebiegłości. Za nakłamanie w Wylęgarni dostałam reprymendę, bo kłamać to nie jest dobra rzecz, ale potem zostało mi to kłamstwo przebaczone, bo kurczaczki wyrosły na dorodną kurę i dorodnego koguta...

Od tej pory już na zawsze wiosna ma dla mnie kolor żółtego kurczaczka – tym bardziej, że na wiosnę są zawsze Święta Wielkanocne i prawie na wszystkich kartkach świątecznych są żółte pisklęta i one wszystkie są moje...



Ewa Radomska
 

Polecamy