Magazyn dla rodziców

Nie wiesz, czy posłać dziecko do szkoły? Zrób test dojrzałości szkolnej i sprawdź

Puszczający Stateczki

  • tagi:
Puszczający Stateczki był statecznym krasnalem. Lubił spokój. I właśnie spokój został mu zabrany. Wszystko dlatego, że Puszczający Stateczki się zakochał. Każde zakochanie zabiera spokój, ale zakochanie się w nieosiągalnej postaci z bajki zabiera spokój dokumentnie. A on zakochał się w postaci z bajki. W królewnie. Wiedział, że królewna jest dla niego nieosiągalna, bo był mądrym krasnalem, a poza tym wielu innych krasnali mu tak mówiło. On jednak odpowiadał, że gdyby w zakochaniu chodziło o osiągalność, to każdy powinien się zakochać w samym sobie, bo każdy sam dla siebie jest najłatwiej osiągalny. Skoro zaś tak się nie dzieje, wniosek z tego prosty, że w zakochaniu chodzi o co innego, a zatem on dalej będzie zakochany w królewnie i nic nikomu do tego.

Brzmiało to bardzo stanowczo, przekonująco i rozsądnie. Można by pomyśleć, że Puszczający Stateczki przeżywa swoje zakochanie zupełnie spokojnie. Ale to były tylko pozory. W ogóle nie mógł spać. Dniami i nocami przychodził nad rzekę, pod zamek, w którym mieszkała królewna, i próbował dostrzec ją przez wąskie zamkowe okna. Czasem wydawało mu się, że królewna na niego patrzy, ale to musiało być tylko złudzenie. Czy prawdziwa królewna zwróciłaby, ot tak sobie, uwagę na zwykłego krasnala?

Puszczający Stateczki nie mógł przedostać się do zamku. Gdyby był rybą, mógłby przepłynąć rzekę, a gdyby był muchą, mógłby wdrapać się po zamkowej ścianie do komnaty królewny. Nie był jednak ani rybą, ani muchą, tylko krasnalem. Może i lepiej, bo trudno było sobie wyobrazić, żeby jakakolwiek królewna zakochała się kiedyś w rybie albo w musze. Mimo całej beznadziejności sytuacji, jako krasnal miał jednak większe szanse.

Którejś księżycowej nocy (a może to był słoneczny dzień?) poczuł, że tak dłużej być nie może i że musi w końcu coś zrobić. Napisał najpiękniejszy miłosny wiersz, jaki powstał pod tym słońcem, które świeci nad krainą krasnali i królewien. Ale gdy go skończył, zdał sobie sprawę, że królewna nigdy go nie przeczyta i zrobiło mu się przeraźliwie smutno. Powędrował nad rzekę i kiedy wpatrywał się w wodę, zobaczył płynący liść. To poddało mu myśl. Aż dziwne, że wcześniej nie przyszła mu do głowy.

Pierwszy stateczek, który złożył z kartki z zapisanym wierszem, wyszedł mu trochę krzywo, ale każdy następny wyglądał coraz lepiej. Puszczający Stateczki nie ustawał. Zapisywał kolejne kartki swoim niezrównanym wierszem, składał je starannie w stateczki i puszczał na wodę. Coś mówiło mu, że siła jego uczucia przeniesie je przez fale, a nawet uniesie w powietrze – ku królewnie. Gdyby bowiem – myślał Puszczający Stateczki – miłość nie mogła pokonać tak mizernych przeszkód jak woda i powietrze, cóż to by była za miłość?

Opowiadanie z książki „Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach (opowieść o fontannie)”
spisał Wojciech Widłak dzięki uprzejmości Pawła Pawlaka i krasnala Rapsodnika
(wyd. Format, 2008)
 

Polecamy