Magazyn dla rodziców

Przygotuj dziecko do pierwszej klasy. Skorzystaj z portalu z grami i zabawami edukacyjnymi przygotowanymi przez ekspertów

Złamane skrzydło

Było to dawno, dawno temu. W niewielkiej chatce na skraju wioski mieszkała dziewczyna imieniem Marianna. Było jej ciężko, bo nie miała nikogo bliskiego. Ludzie dawali jej czasem jakąś robotę, ale niezbyt chętnie, bo trochę jej się bali. A to dlatego, że Marianna nie mówiła. W ogóle się nie odzywała. Czy tak było zawsze, tego nikt do końca nie wiedział. Pewna stara babka wspominała wprawdzie, że kiedyś, przed laty, Marianna była wesołym i gadatliwym dzieckiem, że lubiła śpiewać i że śpiewała pięknie, ale oprócz tej babki nikt niczego takiego nie pamiętał, więc pewnie były to jakieś bajdy.

Którejś wiosny, gdy Marianna wracała po pracy do swojej chatki, zobaczyła grupkę dzieci pochylonych nad czymś na drodze. Na widok dziewczyny uciekły, a tam, gdzie wcześniej stały, pozostało coś niewielkiego, szarobrązowego.

Marianna podbiegła i podniosła malutkie, pokryte szarobrązowymi piórami stworzonko. Ptak w pierwszej chwili poruszył się gwałtownie, ale zaraz znieruchomiał.  Marianna poczuła szybkie bicie jego serca i jej serce także przyśpieszyło. Wiedziała, że z ptakiem musi być coś nie tak, bo inaczej dawno by już odleciał. Teraz zobaczyła wyraźnie: miał złamane skrzydło.

Marianna jak najdelikatniej zaniosła ptaka do swojej chatki. Tam na własnej poduszce przygotowała mu posłanie. Rozpaliła w piecu, zagrzała trochę mleka, a potem przez słomkę podała z kubka kroplę nowemu szarobrązowemu domownikowi. Wypił tę, a potem następną i jeszcze następną, aż do dna.

Marianna usztywniła i opatrzyła zranione skrzydło i z radością zauważyła, że ptak uspokoił się i zasnął. W czasie kolejnych, coraz cieplejszych dni i tygodni karmiła go, zmieniała opatrunek i przyglądała się skrzydłu. Czy się zrośnie? A jeśli tak, to czy zrośnie się dobrze i ptak będzie mógł na powrót latać? A jeśli tak, to czy odleci w dal i pozostanie tylko w jej wspomnieniach?

Na razie jednak, choć wydawało się, że skrzydło już całkiem porządnie się zrosło, ptak nie opuszczał poduszkowego gniazda. Pewnego ciepłego majowego wieczora Marianna wyniosła go przed chatkę i usiadła na progu. Zachodziło słońce, pachniały bzy. Marianna na chwilę zamknęła oczy i wtedy usłyszała śpiew. Najpierw cichy, smutny, a potem nagle pełen życia i radości. Uniosła powieki i nad sobą, na krzewie bzu zobaczyła swojego szarobrązowego ptaka. To on tak śpiewał. Ale jak się znalazł tak wysoko na gałęzi?
Jakby w odpowiedzi ptak rozwinął skrzydła. Wtedy Marianna pomyślała, że to już koniec, że ptak żegna się z nią tym śpiewem. Zaraz odleci i już nigdy więcej się nie zobaczą…
– Nie! Nie odchodź, proszę! – usłyszała nagle swój głos.
A ptak uniósł się z gałęzi, podleciał i usiadł na jej kolanach.

Kiedy po kilku dniach któryś z mieszkańców wioski wstąpił do chatki Marianny, okazało się, że jest pusta. Różnie ludzie o tym mówili. Jedni powiadali, że szarobury ptak był zaklętym księciem, który zabrał Mariannę do swojego zamku. Drudzy – że to sama Marianna zmieniła się w drugiego szaroburego ptaszka, że pobrali się i odtąd co wiosna będą śpiewać mieszkańcom okolicznych wiosek. Jak tam było, do końca nie wiadomo, ale i jedni, i drudzy byli pewni, że Marianna i jej mąż żyli odtąd długo i szczęśliwie A to przecież najważniejsze, prawda?

Wojciech Widłak
 

Polecamy