Magazyn dla rodziców

Szukasz wartościowych gier i zabaw edukacyjnych w internecie? Skorzystaj z portalu Balon Blum, który pomoże Twojemu dziecku przygotować się do nauki w szkole

Angielski udomowiony !

Czy próbowali państwo dowiedzieć się kiedyś od dziecka, co było w przedszkolu lub w szkole na angielskim? I pewnie usłyszeli państwo „nic” albo „nie pamiętam”. Frustrujące, prawda? Nawet dla kogoś, kto tak jak ja jest ambitnym tatą i jednocześnie anglistą, więc wie , że przecież coś dobrego dzieje się na lekcjach ,a dziecko oswajane jest tam z językiem obcym na przyszłość.

A właśnie: na przyszłość, ale ja chciałbym, żeby moje dziecko już teraz pokazało, że nauka w ogóle ma sens, na przykład mówiąc przy stole: Can I have some juice? albo Can I watch Sponge Bob at 7?, zanim pozwolę mu włączyć ulubioną kreskówkę. Mówiąc wprost, chciałbym, by moje dziecko pokazało mi, że jest w stanie coś powiedzieć w języku obcym przy tej czy innej okazji.

Codzienne domowe życie jest pełne takich właśnie okazji, o ile zechcemy je dostrzec i wykorzystać do wspólnej z dziećmi zabawy w język obcy. Każdego dnia pomagamy dziecku myć się i ubierać, podajemy mu śniadanie, organizujemy popołudniowe zabawy, przytulamy się na dobranoc. Te sytuacje to idealny kontekst językowy, z którego już raz skorzystaliśmy, jako rodzice, ucząc nasze pociechy języka ojczystego. Dlaczego tego nie wykorzystać po raz drugi? Ale, ale – zaprotestuje w tym miejscu uważna mama, czy spostrzegawczy tata – przecież w tych okazjach dziecko mówi do nas, polskich rodziców po polsku. Po co miałoby się nagle zacząć wysilać po angielsku (czy w innym języku obcym) ?!

I to jest klucz do całej zagadki, a zarazem odpowiedź na wcześniejsze pytanie o to, dlaczego dziecko tak mało pamięta z lekcji poza domem. Nie pamięta, bo nie ma powodu! A czy mama i tata mogą dać dziecku jakiś powód, by pamiętało i by próbowało w domu powiedzieć coś po angielsku? Mają! Okazji dostarcza domowe życie, szczególnie te sytuacje, gdy dziecko czegoś od nas chce, a my nie mamy ochoty mu tego dać – na przykład kolejnej porcji deseru. Albo nie tyle, ile by chciało – na przykład dodatkowych 30 minut gry na komputerze. Albo nie wtedy, kiedy by chciało – na przykład kolejnej zabawy klockami, gdy tata akurat chciałby spokojnie poczytać gazetę.

A zatem może wprowadźmy domową zasadę obopólnej korzyści, którą nazwiemy roboczo „Mówisz i masz!” Oczywiście mówisz po angielsku, lub w innym dowolnie wybranym przez mamę lub tatę, języku obcym. A wtedy zwiększasz sobie bardzo szansę na to, że uszczęśliwiona z tego powodu mama czy dumny tata zgodzi się na to, o co prosisz. Mały wysiłek i natychmiastowy pozytywny skutek. Także dla mamy i taty, którzy zaczynają wreszcie słyszeć od dziecka pierwsze sensowne wypowiedzi w języku obcym.

A jeśli dziecko zwyczajnie nie wie, jak poprosić po angielsku o 30 minut gry na komputerze? Odpowiadamy: jeśli nie wie jak, ale chce poprosić, bo liczy na nagrodę, czyli zgodę, to mama i tata mają właśnie okazję, by czegoś dziecko nauczyć! Może mały przykład?

Dziecko: czy mogę pograć na komputerze?
Ma/Ta: A jak to powiesz po angielsku?
Dziecko: nie wiem
Ma/Ta: Can I play on the computer?
Dziecko: jak?!
Ma/Ta: [wolniej] Can I play – on the computer? Możesz powtórzyć?
Dziecko: Can I play... jak dalej?
Ma/Ta: ... on the computer.
Dziecko: Can I play on the computer?
Ma/Ta: Yes you can! Go ahead, honey!

Jak widać, taka okazja to nie lekcja. Nie trzeba jej planować, nie trzeba się na nią umawiać ani dyscyplinować siebie i dziecka, by o niej nie zapomnieć. „Okazja” to autentyczna, domowa sytuacja komunikacyjna, najlepiej inicjowana przez samo dziecko, które po raz kolejny od nas czegoś potrzebuje. Okazja trwa bardzo krótko, na ogół nie dłużej niż 1 – 2 minuty. Za to powtarza się bardzo często.

Fakt, że te domowe okazje powtarzają się z dużą częstotliwością, na ogół codziennie, to wielka zaleta z punktu widzenia ich skuteczności w tworzeniu odruchów w języku obcym. Okazja czyni mistrza! I to nie tylko z dziecka, ale z mamy i taty także. Oni też przecież mogą ćwiczyć domowe reakcje językowe znacznie częściej, niż na jakimkolwiek kursie. Stopniowo język obcy staje się w ten sposób mniej obcy, bardziej przyjazny, „udomowiony”.

Czy, korzystając z takich okazji, jesteśmy w stanie udomowić cały język obcy? Raczej nie, podobnie jak nie byliśmy w stanie kilka lat wcześniej nauczyć dziecko całego języka ojczystego. To udamawianie dotyczy tylko tej części języka, jaką posługujemy się w codziennych domowych sytuacjach. Uczymy tylko tych nazw kolorów, w które dziecko lubi się ubierać . Oswajamy to słownictwo dotyczące jedzenia, które na pewno przyda się naszym dzieciom, kiedy będą chciały o coś poprosić. Nie pora tu ani miejsce na pełną prezentację lingwistyczną, ale chyba można przewidzieć, że najłatwiej „udamawiać” się będą pewne typy struktur gramatycznych np. pytania w pierwszej i drugiej osobie czy tryb rozkazujący. Będzie mnóstwo okazji, żeby przećwiczyć czas teraźniejszy i przeszły. A wtedy , kiedy będziemy umawiać się na wspólne wyjścia czy zabawę „udomowimy” czas przyszły.. Taka wspólna domowa zabawa językowa utrwali w głowach naszych dzieci ok. kilkuset obcych słówek.

Oczywiście nie od razu. Oprócz zasady „mówisz i masz” bardzo istotna jest też druga: „krok po kroku”. Jak pokazuje przykład z prośbą o czas na komputerze, przy jednej okazji rzadko uda nam się oswoić więcej niż jedną wypowiedź w języku obcym. Nie próbujemy też tzw. „pełnego zanurzenia”, czyli nie mówimy do dziecka wyłącznie w języku obcym, bo zamiast efektu zanurzenia, spowodujemy zatonięcie i „ciszę na morzu”, a mówiąc poważnie, sposób na zablokowanie siebie i dziecka. Pożądane tempo wprowadzania kolejnych zwrotów podpowie rodzicielska intuicja. Rodzice najlepiej wiedzą, kiedy dziecko jest już gotowe na nową porcję języka.

Najważniejsze jest to, że okazji jest mnóstwo, powtarzają się wciąż, a dziecko zaczyna mówić praktycznie od zaraz, gdyż widzi w tym sens i cel. A przewodnikami w tej przygodzie z oswajaniem języka obcego są dla dziecka, jak zwykle, mama i tata. Bo wszystko, co w życiu najlepsze, zaczyna się w domu.

Czytaj więcej w serwisie www.angielskidlarodzicow.pl i na blogu http://dedomo.wordpress.com

O autorze:

Dr Grzegorz Śpiewak, współtwórca projektu „Angielski dla rodziców deDOMO”, wieloletni wykładowca w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie związany z nowojorską New School. Członek komitetu honorowego IATEFL PL – Międzynarodowego Stowarzyszenia Nauczycieli Języka Angielskiego w Polsce, prezes DOS-Teacher Traininng Solutions, niezależnego centrum doskonalenia nauczycieli języków obcych, naczelny doradca ds. metodyki nauczania wydawnictwa Macmillan Education.

 

Polecamy