Magazyn dla rodziców

Nie wiesz, czy posłać dziecko do szkoły? Zrób test dojrzałości szkolnej i sprawdź

Czy w rodzinie możliwa jest demokracja?

Czy demokracja w rodzinie pomaga czy raczej zagraża prawidłowemu funkcjonowaniu jej członków? Czy władza w domu należy do wszystkich? Czy wszyscy mają jednakowe prawa? Czy wszyscy są uprawnieni do głosowania?

Bycie mądrym rodzicem nigdy nie było łatwe, ale współcześni rodzice bywają przytłoczeni nadmiarem często sprzecznych informacji, pochodzących od różnego typu ekspertów (psychologów, pedagogów, poradników, gazet, Internetu). Czują się zagubieni i zdezorientowani. Zewsząd słychać o prawach dzieci, o realizowaniu ich potrzeb, o wpływie zachowań rodziców we wczesnych latach życia dziecka na jego dobre funkcjonowanie w dorosłości. W gabinetach psychologów pojawiają się zalęknieni rodzice i apodyktyczne czterolatki. Równocześnie większość badań pokazuje, że dzieci mają coraz poważniejsze problemy ze zdrowiem emocjonalnym.

Dzieci i ryby głosu nie mają?
Jeszcze kilkanaście lat temu było jasne, że to rodzic kieruje dzieckiem, podejmuje za niego decyzje. Potoczne: „dzieci i ryby głosu nie mają” w mniejszym lub większym stopniu było elementem codziennego wychowywania. Przybierało oczywiście formę destrukcyjną i wpływało na wychowywanie dzieci może i posłusznych, ale niepewnych, słabych, z niskim poczuciem własnej wartości. Ostatnie przemiany socjologiczno-psychologiczne w obrazie rodzin wyraźnie pokazują, iż rodzic niczego już nie jest taki pewien – ani swojej roli, ani roli dziecka w rodzinie.

Na codzienne życie mamy i taty składa się mnóstwo decyzji, które trzeba szybko podejmować. Balansowanie między potrzebami i prawami dzieci a potrzebami i prawami rodziców wielu z nas przyprawia o przysłowiowy ból głowy. Jak daleko mogę posunąć, nakazując coś dziecku? Czy oczekiwanie, że nasz syn będzie jadł na obiad to, czego nie lubi, spowoduje uraz w jego jeszcze nieukształtowanej psychice? Czy mogę dziecku czegoś odmówić, skoro tak bardzo tego chce, chociaż mnie na to stać? Czy mam prawo obarczać moje 10 letnie dziecko jakimiś obowiązkami, a potem je z tego rozliczać? Czy mogę odebrać mu jakiś przywilej jako konsekwencję złego zachowania? Czy mam prawo odpocząć po całym dniu pracy i wymagać od dzieci cichej zabawy?

Zacznijmy od wyjaśnienia pewnego pojęcia, które często powoduje chaos w rodzicielskiej głowie. W literaturze przedmiotu mamy do czynienia z omawianiem tzw. demokratycznego stylu wychowania, promowanego jako najwłaściwszy. Termin ten nie jest jednak równoznaczny z demokracją w rodzinie. Istotą jego jest dopuszczanie dziecka do współudziału w życiu rodziny, a nie dawanie dzieciom praw identycznych z tymi, jakie przysługują dorosłym. Dziecko to nie jest mały dorosły i nigdy nie powinniśmy o tym zapominać.

Ostrożnie z demokracją!
Jeśli będziemy rozważać demokrację jako poszanowanie wszystkich członków rodziny i respektowanie właściwej zależności dzieci od rodziców, to na pewno jest ona pożądana. Jeśli jednak zakłada ona równość i podejmowanie decyzji za zgodą wszystkich członków rodziny, w tym dzieci, jest wielkim wychowawczym błędem.

Tam, gdzie jest mowa o relacji dziecka z rodzicami, nie może być mowy o partnerstwie i równym udziale w procesach decyzyjnych. Dzieci są przecież zależne od rodziców pod względem nie tylko finansowym, ale także emocjonalnym i społecznym. To ze słowem rodzic wiążą się takie pojęcia jak: wymaga, troszczy się, opiekuje, radzi, zachęca, pozwala, zabrania, każe, kocha, wybacza, uczy.

Głównym zadaniem rodzica jest bycie przewodnikiem, doradcą, a nie przyjacielem czy partnerem. To na dorosłych spada odpowiedzialność wykształcenia w potomstwie umiejętności, norm i hierarchii wartości niezbędnych w dalszym życiu. Rodzina wywiera przecież dominujący wpływ na kształtowanie psychiki małego człowieka, zatem mama i tata ponoszą największą odpowiedzialność za prawidłowy rozwój dziecka. Rolą mądrego dorosłego jest dawać dzieciom to, czego potrzebują, a nie to, czego chcą (oprócz oczywiście rzadkich sytuacji, w których spełniamy jakąś zachciankę dziecka z radością i pełną świadomością). Struktura rodziny powinna zakładać zasadę autorytetu i hierarchii władzy rodzicielskiej, a także zasadę odpowiedzialności za rozwój dziecka. Narzucenie zakazów dzieciom nie jest brakiem szacunku dla ich osoby, ale jest wyrazem naszej troski o ich harmonijny rozwój.

Wychowywanie dzieci w imię źle rozumianej idei rodzinnej demokracji powoduje, iż mają one poczucie, że niczym nie różnią się od dorosłych i ta świadomość daje im prawo do zachowań, które nie powinny być udziałem dzieci. Zdarzyło mi się rozmawiać z rodzicami, którzy zupełnie poważnie mówili o tym, że mają jedno dziecko, bo Zosia czy Jaś nie chcieli rodzeństwa! Biedne dzieci, na które spada odpowiedzialność za tak poważne decyzje.

Prawo i bezprawie
Dziecko powinno oczywiście wyrażać inicjatywę, mieć swoje zdanie, a my powinniśmy brać je pod uwagę. Zgoda na to, by w rozsądnych granicach nasze dzieci decydowały o sobie, jest niezmiernie ważną lekcją życia, wytwarza też tzw. samoregulację w dziecięcym zachowaniu, poczucie odpowiedzialności za własne decyzje, uczy konsekwencji. Im starsze dziecko, tym zakres współdecydowania jest większy i w większym stopniu spoczywa na dziecku. Trzeba umieć odróżnić sytuacje, w których wszyscy członkowie rodziny są uprawnieni do głosowania, od takich, w których dziecko nawet nie ma prawa współdecydować. Nie ulega dyskusji chodzenie w ciepłym ubraniu zimą (ale wybór ubrania z kilku opcji zaproponowanych przez rodzica należy do dziecka). Bezpieczeństwo, zdrowie, zasady dotyczące kontaktów społecznych, wyznawane wartości, to sprawy, w których dzieci powinny podporządkować się wymaganiom dorosłych.

Rodzic to osoba, która powinna traktować dziecko z troską, reagować na pojawiające się problemy i pozwalać na dokonywanie niektórych wyborów! Nawet, jeśli ma świadomość, że są one błędne. Jednocześnie niezmiernie ważne jest, by w niektórych momentach rodzic był bardzo stanowczy. Dzieci potrzebują stabilności, przewidywalności i pewności, a także poczucia, że to rodzic ustala pewne zasady w domu (nie zawsze miłe dla dziecka, np. ograniczenie czasu spędzanego przed telewizorem czy komputerem). Oczywiście nie czyni tego w sposób autorytarny, czyli z pozycji wszechmocnego boga. Raczej z pozycji kogoś, kto jest odpowiedzialny za dobre samopoczucie i zdrowie dziecka.

Z demokracją w rodzinie wiąże się także oczywiście poszanowanie prywatności i odmienności drugiego człowieka, nawet naszego kilkulatka. Dla mnie największym prawem dziecięcym, z którego przyznaniem rodzice mają kłopot, jest zgoda na inność dziecka. Stąd mnóstwo prób zmiany dziecięcej wrażliwości lub wręcz nieakceptowanie pewnych predyspozycji temperamentalnych. Może zamiast je zmieniać, warto byłoby właściwie nimi pokierować.

Ja tu rządzę!
Błędne myślenie o całkowitej równości praw w domu rodzinnym (plus coraz częstsze wychowywanie w myśl zasady, iż „dziecko powinno być w centrum życia rodzinnego”), powoduje szereg dysfunkcjonalnych zachowań w późniejszym rozwoju dziecka, również poza środowiskiem domowym. Wielu rodziców oddaje władzę w domu w ręce kilkulatka. Dzieci mają pełnię „praw obywatelskich”, w przeciwieństwie do udręczonych w swej roli rodzicielskiej mamy i taty. Ten brak równowagi między odpowiednią dawką wymagań (rozumianych jako pewnego rodzaju stanowczość i kontrola) a czułą miłością (rozumianą jako wsparcie) jest coraz częściej przez specjalistów uważany jako jedną z przyczyn zakłócających prawidłowy rozwój dziecka i prawidłowe funkcjonowanie rodziny. Dajemy dzieciom prawa zbyt duże jak na ich małe barki, niejednokrotnie odbierając albo zapominając o najważniejszym – prawie do bycia szczęśliwym i kochanym. Przytulamy i całujemy dziecko często wbrew niemu (gdzie prawo o poszanowaniu nietykalności osobistej?), ale nie wychodzimy wieczorem z mężem do kina, bo Janek powiedział, że będzie mu smutno…. Oddając zbyt dużą władzę naszemu dziecku, równocześnie odbieramy mu prawo do bycia dzieckiem.

Choćbyśmy jak najspokojniej próbowali rozstrzygać spory, wychowywanie dzieci prędzej czy później doprowadzi do jakiś niedorzecznych zachowań, i to wcale nie ze strony dzieci.
Bill Cosby

Iwona Chądrzyńska

 

Polecamy