Magazyn dla rodziców

Twoje dziecko idzie do szkoły? Pomóż mu się przygotować. W portalu Balon Blum znajdziesz gry i zabawy edukacyjne, dzięki którym opanuje wszystkie potrzebne umiejętności. Sprawdź

Jak rozmawiać z dziećmi o prezentach?

Świąteczna lekcja
Jest Wigilia. Z rozbawieniem przyglądam się mojej trzyletniej chrześnicy. Siedzi z wypiekami na buzi wśród sterty świątecznego papieru i kolorowych kokard. Wydaje się bardziej zakłopotana, niż zadowolona. Trochę to niepokojące, bo przecież sama pomagałam Świętemu Mikołajowi. Dzięki moim staraniom w jego worku znalazły się dwa dodatkowe  prezenty.
Co się dzieje Alu? – pytam.
Nić, nić… – odpowiada mała.
Podobają Ci się prezenty?
W odpowiedzi słyszę:
 – Nie wiem, czim się cieszić. Jeśt ich za duzio.
Teraz i ja czuję zakłopotanie. Dostałam świąteczną lekcję od trzylatki. Ala przypomniała mi o tym, co naprawdę ważne. Nie ilość się liczy. To jakość tworzy prawdziwy sens. Jakość wyrażona przez mocne więzi, autentyczne relacje. Zainteresowanie dziecięcym światem, odkrywanie rzeczywistych potrzeb dziecka, wspólnie spędzany czas. Jedno zdanie przywróciło mi zdrowy rozsądek, ukryty pod warstwą świątecznego lukru.
Zaraz potem Ala wydobyła się z pomiędzy prezentów. Wzięła tylko jedną lalę. Z ujmującym  uśmiechem, zagadnęła moją córkę:
– „Olu, czi pobawiś się ze mną?

Giełda prezentów
Przysłuchuję się dzieciakom, wracającym do szkoły, po świątecznej przerwie. Wszystkie rozmowy zdominowane przez jeden temat: prezenty. „Poświąteczne dzieci„ dzielą się na trzy grupy.
 „Pierwsi” z szybkością karabinu maszynowego wyrzucają z siebie całą listę podarunków.
Zwykle niekompletną. Ledwie skończą jedną wyliczankę, już, przekrzykując rówieśników, wtrącają swoje: „O ja też, ja też to mam. Dostałem od cioci”.
„Drudzy” są znacznie bardziej powściągliwi. Z dystansem i rozwagą mówią o tym, co sprawiło im największą radość.  Bez wahania odpowiadają na pytania  „pierwszych”:
–  „I to wszystko?, tylko tyle dostałeś/dostałaś?
– „Tak i bardzo się z tego cieszę”.
„Pierwsi” patrzą na nich trochę z niedowierzaniem, a trochę z zazdrością.  Mam wrażenie, że myślą:
– „Czy on ma coś, czego mnie brakuje?”
„Milczący” nie dzielą radości z „pierwszymi”. Nie chcą konfrontować swojego prezentu z  „pełnym workiem” innych.  Patrzą na mnie, szukając ochrony przed  natarczywością kolegów:
– „Co dostałeś, no pooooowiedz”.
Nie zostawiam ich bez pomocy.
– „Twój prezent to pewnie tajemnica” – mówię.
albo
– „Niektórzy cieszą się po cichu, w serduszkach.”  
Riposta „pierwszych” jest natychmiastowa:
– „Ja też mam taki ukryty prezent. Też wam o nim nie opowiem.”
Kiedy cichnie prezentowy kiermasz,  „milczący’  zwykle mnie odwiedzają.
– „Wie pani, co dostałem\ łam pod choinkę?”
– „Nie mam pojęcia. Ale przypuszczam, że to coś niezwykłego.”
– „No, naprawdę fajnego misia. Jest milutki  i taką duuużą czekoladę. Bardzo się ucieszyłam.”
Albo:
Taką ,małą terenówkę. I całą torbę słodyczy. I owoce.
Można by przypuszczać, że giełda świątecznych prezentów mija i wszystko wraca do normy. Ale tak nie jest.

Gorączka zakupów trwa cały rok. Choinkę zastępuje szkolny lub osiedlowy sklepik. Przeciętne dziecko wydaje w nim około stu złotych miesięcznie. Co dzień chipsy, żelki, batony i znowu chipsy, albo chociaż lizak.
– „Co kupiłeś? daj spróbować?
Pycha, jutro wezmę pieniądze od mamy i też to sobie kupię.
Bez żadnej refleksji, bez zastanowienia. Mieć odmieniane we wszystkich osobach zajmuje honorowe miejsce w słownikach wielu dzieci.
Rzeczywistości nic nie zmieni. Reklamowy gad czyha na każdym kroku.  Może zatem warto go  nieco okiełznać? Wielu rodzicom ciągle jeszcze to się udaje.

Pragnienia małe i duże
Dziecko, jak każdy człowiek, ma wiele potrzeb.
Kiedy jest maleńkie reagujemy na każdy krzyk. Karmimy, gdy jest głodne. Poimy, kiedy czuje pragnienie. Okrywamy, aby było mu ciepło. Przytulamy, by czuło się bezpieczne. Bawimy się z nim, baraszkujemy. Nawet gruchamy i gaworzymy, żeby wspomóc jego pełny rozwój.
Do znudzenia powtarzamy: „no, no, no”, a potem: „tego nie wolno, a to należy”.

Dziecko szybko rośnie. A wraz z nim  pragnienie bliskości, przynależności, bezpieczeństwa.
Chce jak najczęściej przebywać z mamą i tatą. Opowiadać o przedszkolnych lub szkolnych wydarzeniach.  Dzielić się swoimi radościami i smutkami. Zasypywać lawiną pytań.
Nie ma nic weselszego niż wspólna zabawa. Nic ciekawszego ponad wyprawę do lasu, do zoo. Nad rozmowę o  filmie obejrzanym w towarzystwie mamy. Nad  książkę wieczorami czytaną  przez tatę. Nic bezpieczniejszego, niż reguły panujące w jego rodzinie. Niezmienne i jasne dla wszystkich.

Dziecko pragnie  uczestniczyć w życiu rodziny. Jeśli mu na to pozwolimy, chętnie pomaga. Próbuje sprzątać, robi zakupy z rodzicami.

Kupowanie, owszem, lubi. Zwłaszcza kiedy ma wpływ na zawartość sklepowego koszyka.  Dzięki rodzicom wie, że zarabianie pieniędzy to ogromny wysiłek. A wydatki trzeba mądrze planować.  Pieniążków musi starczyć na rzeczy ważne. Na potrzeby wszystkich członków rodziny. Dlatego razem z mamą robi listę zakupów. Taką obrazkowo-wyrazową, żeby łatwiej ją było odczytywać. Drobne przyjemności umieszczają na końcu. Jeśli to oczywiście możliwe.

Wizyta w sklepie nabiera teraz charakteru misji. Dziecko nie jest już tylko  klientem. Pomaga  w zaopatrywaniu rodziny. Myśląc o innych, zapomina o sobie. Czuje się dowartościowane.
Na swoje potrzeby przeznacza niewielkie kieszonkowe. To dobry sposób na dziecięce: „kup mi, ja chcę”. W ten sposób nauczy się dokonywania trafnych wyborów. Zła inwestycja, to najlepsze doświadczenie na przyszłość. Kilka razy wydaje pieniądze na drobiazg, który natychmiast się psuje. Wtedy mama tłumaczy mu, że nie każdy przedmiot jest wart posiadania. Lepiej uzbierać większą kwotę  na coś porządnego.

Wspólnie z rodzicami planują zakup nowego ubrania. Ustalają, czego  mu naprawdę  potrzeba. Za to samo decyduje o kolorze lub fasonie. Rodzice akceptują te wybory. Mama mawia: „To będzie Twoje ubranie. Musisz się w nim dobrze czuć”.

Od czasu do czasu kupują nowe zabawki. Tata przypomina: „Dobrze się zastanów. Wybierz to, co sprawi  Ci największą przyjemność”.
Wspaniale jest zaspokajać swoje pragnienia. Miło słyszeć od kolegów:
– „Ale to fajne, pokaż, daj się pobawić.
Posiadanie jest takie przyjemne. Ale dzielenie radości z innymi to jeszcze większa frajda.
Wie, od mamy, że nie można mieć wszystkiego. I że czekanie na prezent też może być przyjemne.
Dzięki rodzicom umie radzić sobie z czyhającymi  pokusami. Do sklepu zabiera  swoją ulubioną zabawkę. Wtedy żadna inna, nie wydaje się już taka piękna i potrzebna.

Niespełnione marzenia
Nie zawsze spełniamy dziecięce marzenia. Czasem prezent odbiega od oczekiwań dziecka. Widzimy, że jest rozczarowane. W takiej sytuacji trzeba  z nim porozmawiać. Bez poczucia winy. Bez utyskiwania na trudną sytuację materialną. Bez narzekania na jego niewdzięczność.
Warto zwrócić mu uwagę na zalety nowej zabawki. Odwołać się do doświadczeń z własnego dzieciństwa.
Zamiast:
Tak chciałam kupić Ci tę lalkę. Ale nie mam pieniędzy. To wszystko przez…………….
Przecież się staram. A Ty, jak zwykle, niezadowolona”,
powiedzmy:
 „Widzę, że  podobała Ci się tamta lalka. Ale była  bardzo droga. Ta ma wspaniałe włosy. Będziesz mogła ją czesać i układać jej modne fryzury. Kiedy byłam mała, szyłam ubranka dla swoich lalek. Jeśli chcesz, to Cię nauczę. I razem, coś uszyjemy dla Twojej nowej lali.”

Zamiast:
Znowu Ci się nie podoba. My harujemy, robimy, wszystko, co tylko można. Nigdy więcej nic Ci nie kupimy. A to oddamy  innemu dziecku. Na pewno będzie zadowolone.
powiedzmy:
Widzę, że podoba Ci się samochód Tomka. To bardzo droga zabawka. Kupiliśmy Ci inny, mniejszy. Zmieści się do plecaka. Będziesz mógł go zabrać na wycieczkę. Ma grube opony. Świetnie nadaje się do jazdy po piachu. Na plaży możecie zbudować tor i zorganizować wyścigi”.

Przed nami, rodzicami, kolejne święta. Oby w worku Świętego Mikołaja nie zabrakło największego prezentu – radości  płynącej z bycia razem.

Joanna Pluta

 
to bardzo mądry tekst

Małgorzata  2011-12-05 12:58
  Oceń:     3     0

Polecamy