Magazyn dla rodziców

Nie wiesz, czy posłać dziecko do szkoły? Zrób test dojrzałości szkolnej i sprawdź

Jak reagować, gdy dzieci skarżą?

– Mamo, on wziął mój długopis!
– Tato, ona nie zjadła kotleta.
Czy jest gdzieś dom, w którym rodzeństwo nie skarży na siebie? W którym brak odgłosów kłótni i obopólnych połajanek?
Moje dzieci dawno temu skończyły po dziesięć lat. Zapomniały już o szkole podstawowej. Mimo to, wyłącznie z powodu troski o siostrzane finanse, słyszę:
– Wiesz, mamo, Ola nie ma już kieszonkowego…
Albo, jedynie z obawy o wypełnienie domowych obowiązków:
– Mamo, czy on musi znowu grać na gitarze? Wczorajsze pranie caaały czas czeka na powieszenie!
I chociaż nigdy nie przyznałyby się do tego ani głośno, ani tym bardziej sami przed sobą, moje nastoletnie dzieci wciąż jeszcze na siebie skarżą. Motywy ich postępowania są naturalnie inne niż u kilkulatka, ale efekt, jakby nie patrzeć, ten sam. Rodzic, „wywołany do tablicy”, musi zareagować. Na ogół brzmi to:
– Nie wolno skarżyć. Pożycz bratu długopis, masz jeszcze jeden.
Innym razem:
– Kochanie, nieładnie tak skarżyć. Twoja siostra rzadko kiedy nie zjada mięsa do końca.
Wreszcie, zmęczeni ciągłym pouczaniem, odburkujemy:
– Dajcie mi święty spokój. Załatwcie to między sobą.

Skąd się biorą skarżypyty?
No cóż… sami je „produkujemy”. Podchodzimy bardzo poważnie i odpowiedzialnie do wychowania naszych pociech. Uczymy je respektowania zasad, żeby potrafiły funkcjonować w każdym środowisku. Wpajamy im reguły i pilnujemy ich przestrzegania. Zależy nam, żeby zachowywały się adekwatnie do sytuacji. Wkładamy im w głowy normy i na każdym kroku przypominamy o ich realizacji.

Kilkulatki są bardzo wyczulone na to, co wolno, oraz na to, czego nie wolno. Z całych sił chcą zaspokoić oczekiwania dorosłych. Skarżą więc w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Zwłaszcza wtedy, gdy dostrzegą problem, którego same nie potrafią rozwiązać. Kierują swoje spostrzeżenia do najważniejszego autorytetu w otoczeniu. Do rodzica, wychowawcy, nauczyciela, który w myśl zasady: „dobre nagradzamy, złe karzemy”, powinien im pomóc. Są całkowicie skonsternowane, kiedy ich zachowanie spotyka się z reprymendą, a nie pochwałą. Wszak uczymy je od lat, że nie wolno brać cudzej własności, że nie należy bawić się jedzeniem itd.

Kilka dni temu jeden z trzecioklasistów opowiadał mi o bójce, której był świadkiem.
Wiem, że nie wolno się bić. Dlatego próbowałem rozdzielić moich kolegów. Nie udało się i szybko pobiegłem po panią. Myślałem, że pani ich ukarze. Ale ona powiedziała tylko, że teraz to nie wie, kto zaczął i nic nie może zrobić. Mnie nie pochwaliła wcale. Chyba nawet miała do mnie pretensję. Bo chciałem, żeby ich ukarała. […] No właśnie, to po co mówić dzieciom, że nie wolno się bić? Następnym razem to będę się im tylko przyglądał.

W tej historyjce jest cała prawda o rzeczywistości. Ucząc dzieci zasad, zapominamy, że reagują w zgodzie ze swoimi uczuciami. Jeśli czują się smutne, rozzłoszczone, zaniepokojone czy zazdrosne, szukają pomocy u osoby dorosłej. Oczekują, że rozwiąże ich problem, i choć nie użyją tego określenia, wykaże się empatią*. Pocieszy, wyciągnie konsekwencje, nagrodzi, weźmie pod uwagę emocje odczuwane przez wszystkich uczestników zdarzenia. To niełatwa sztuka. Dlatego częściej mówimy: „nie skarż” niż
Dobrze, że przypomniałaś o tym, że nie wolno zabierać cudzej własności bez pozwolenia. Może jednak mogłabyś pożyczyć ten długopis bratu?

Albo:
Masz rację, jedzenia się nie powinno się marnować. Ale Twoja siostra nie musi zawsze zjadać wszystkiego”.

Albo:
Bardzo dobrze, że powiedziałeś o tej bójce. Cieszę się, że pamiętasz zasadę „stop przemocy. Zaraz wyjaśnimy całe zajście, dowiemy się, kto zawinił.

Należy pamiętać, że reguły, których uczymy dzieci w domu, powinny być tożsame z tymi, których przestrzegają w przedszkolu lub szkole.

Dobrym rozwiązaniem są spotkania rodziców z wychowawcami lub nauczycielami. Omówienie zakresu i metod wspólnego działania. Określenie, co jest, a co nie jest skarżeniem.

Na przykład, kiedy dziecko opowiada o cudzym zachowaniu, chcąc jedynie zaszkodzić, podkopać pozycję albo zmienić nastawienie innych do danej osoby, to jest skarżenie. Pozostałe przypadki traktujmy jak praktyczną realizację wpajanych zasad. Tę subtelną różnicę trzeba dobrze wyjaśnić wszystkim członkom rodziny lub grupy.

Przyglądając się małym skarżypytom, zwróćmy uwagę na motywy ich postępowania. W kręgu naszych zainteresowań powinny znaleźć się te dzieci, które skarżąc, chcą zwrócić na siebie uwagę. Chcą być dostrzeżone, chcą poczuć się ważne. Przyjrzyjmy się ich pozycji w rodzinie i w grupie. Znajdźmy i zlikwidujmy przyczynę nieustannych skarg. Jeśli to konieczne, wpłyńmy na socjometrię** otoczenia. Zadbajmy o to, by nie czuły się wyrzucone poza nawias. Wtedy z pewnością liczba „donosów” znacznie się zmniejszy.

Skarżenie stanowi element dziecięcej socjalizacji. Zamiast z nim walczyć, wykorzystujmy, ucząc empatycznych postaw.

*Empatia – współodczuwanie; gotowość do uwzględniania emocji pozostałych uczestników relacji; liczenie się z uczuciami innych ludzi.

**Socjometria – układ grupy/ rodziny, jej struktura i relacje między tworzącymi ją członkami.

Joanna Pluta

 
  Brak komentarzy


Polecamy